Tag Archives: gra miejska pozgranianki

Jadwiga Żylińska

Mimo że jestem Poznanianką, jestem raczej lekkomyślna, nauczona doświadczeniem, że na dalszą metę ani planować, ani zabezpieczyć się nie można” – wyznała Jadwiga Żylińska w liście do Hanny Malewskiej 4 VI 1968 roku.

Była nowoczesną intelektualistką i autorką poczytnych utworów historycznych (powieści, opowiadań, esejów). Żyła 99 lat, głównie w Warszawie, ale do Wielkopolski powracała nieustannie w swoich wspomnieniach i pracach literackich. To przecież w Wielkopolsce, przed wiekami, nastąpił akces słowiańskiego szczepu do chrześcijańskiego uniwersum, tutaj po wyzwoleniu w 1918, a zwłaszcza po drugiej wojnie, można było wziąć głęboki oddech – i poprzez architekturę, zwyczaje mieszkańców, sposób sprawowania władzy i kuchnię – poczuć wielki świat. Przynajmniej według Żylińskiej, która przez całe życie Wielkopolskę… miłowała. Trudno inaczej określić silny, nieprzerwany i, przede wszystkim, wyrażany wielokrotnie w tekstach, stosunek do rodzinnych stron.

Wielkopolska była dla niej synonimem uporządkowania (także klarowności wywodów), rzetelności, pracowitości i rozsądku (jedyne udane powstanie), elegancji i dobrego smaku. Co prawda urodziła się we Wrocławiu (a pod koniec życia, na przekór wszystkim, pisała: Jestem Ślązaczką), ale wczesne dzieciństwo spędziła w Ostrzeszowie, miasteczku położonym na południe od Ostrowa Wielkopolskiego, gdzie uczęszczała do gimnazjum. I chociaż najkrócej mieszkała w kolebce Okolicy Poetów (jej rodzice wyprowadzili się stamtąd, gdy miała 4 lata), właśnie te przestrzenie pozostały najbliższe jej sercu.

Poznań nazywała zawsze miasteczkiem akademickim, a atmosfera i zabudowa miasta przypominała się pisarce w Uppsali i Sztokholmie, nigdy w Warszawie. 10 lutego 1977 roku wysłała Hannie Malewskiej pocztówkę z fotografią Collegium Minus – została zaproszona do Poznania na wieczór autorski – gdzie pisała: „Dla mnie Poznań jako moje miasto uniwersyteckie jest niezwykle bliski… Chodzę po tropach mojej młodości. Zamek, gdzie zadawałam egzaminy jest zamieniony na Dom Kultury, i ulice mają pozmieniane nazwy”.

Reklamy
Otagowane , ,

Poznański skarb: Sofonisba Anguissola

Poznań nie zawsze wie, jakie skarby posiada. Poznań nie zawsze zna swoje tajemnice. A tych tutaj – niemało.

Oto więc i ona – Sofonisba Anguissola, kobieta (niewątpliwie) o pięknie brzmiącym imieniu i nazwisku (niewątpliwie). Kojarzy się z przeszłością, całkiem słusznie. Kto teraz nadaje takie imiona, kto teraz nosi włoskie nazwiska w Poznaniu? Zatem: Sofonisba Anguissola, artystka renesansowa. Mało by powiedzieć, jeśli by poprzestać na tym.

Otóż, proszę pań i panów, to jedna z pierwszych malarek na świecie! Tych, które zachowały się w kanonie, które mogły tworzyć na dworach, które zostały przez artystów-mężczyzn zaakceptowane w świecie sztuki i które – bo od tego wszystko się zaczyna – mogły się edukować.

Kobieta, jednym słowem, niezwyczajna. Kobieta, której się poszczęściło: bo mogła się kształcić (wywodziła się z arystokratycznego rodu o artystycznych inklinacjach), bo mogła być tą, którą być chciała (miała wsparcie najbliższych, zwłaszcza ojca, który sakwę swą chętnie otwierał).

Dziś jej dzieła oglądać można w najznamienitszych muzeach, chociażby w Kunsthistorisches Museum w Wiedniu, w Muzeum Prado w Madrycie czy w Galerii Uffizzi we Florencji. A kiedyś – kto ją oglądał i kto podziwiał?; bo była cenioną, absolutnie świetną artystką. Ci artyści, których powszechnie znamy: Michał Anioł,  Peter Paul Rubens czy Anthony van Dyck (udał się do niej, by prosić – jako mistrzynię – o rady dotyczące dobrego malowania). To może teraz, pięć wieków później, my porozmawiajmy i pomyślmy o niej?

Czy przebywała kiedyś w Poznaniu? Raczej wątpliwe. Choć zostawiła tutaj, w tym prowincjonalnym podówczas mieście, swój ślad, mimo że nieświadomie. Mamy więc zaszczyt zupełnie niebywały posiadać w Muzeum Narodowym (dzięki zakupieniu przez Atanazego Raczyńskiego w XIX wieku) jej bodaj najpiękniejszy obraz, a zapewne też – jeden z najbardziej znanych: Grę w szachy (z 1555 r.). Co ciekawe, jego tytuły czasem różnią się między sobą; obraz wiruje sobie swobodnie w świecie. Gra w szachy przedstawia trzy siostry Sofonisby – Lucię, Minervę i Europę, grające właśnie w szachy w pięknych sukniach na tle delikatnego, dość szczegółowego pejzażu.

Z czego znana jest w świecie sztuki Sofonisba Anguissola? Przede wszystkim z portretów. Powód jest dość oczywisty, choć nie zawsze się o nim wie lub pamięta: w XVI wieku uważano (tj. mężczyźni, tworzący kodeksy, choćby obyczajowe, uważali), że kobietom nie przystoi oglądać nagich mężczyzn. Toteż Sofonisba Anguissola mogła ćwiczyć swój warsztat i kunszt artystyczny na tym, co zakryte (portrety) i co martwe (martwa natura).

Żyła bardzo długo, ponad 92 lata: urodzona została ok. 1532 roku w Cremonie, a zmarła – jako osoba niewidoma – w 1625 roku w Palermo. Szkoda, żeby umierała w naszej pamięci. Zbyt cenna jest: dla kultury i dla Poznania.

Otagowane , , , , , , , , ,